sobota, 28 maja 2016

Liebster Award

Dzień dobry, stokrotki!

Jeśli ktoś czeka, to niestety muszę powiadomić, że nie przybyłam z nowym rozdziałem... Ale za to w końcu wzięłam się za zalegającą, wattpadową nominację do Libster Awards, za którą serdecznie dziękuję Arseji,  a która postanowiłam dodać także tutaj.
Na dole pojawi się małe info o następnym rozdziale, więc jeśli ktoś nie ma ochoty odkrywać tajemnic mej duszy, niech sobie przewinie właśnie tam.

Więc zaczynajmy!



  1. Jak masz na imię?
    Dee.
  2. Co najczęściej jesz na śniadanie?
    Płatki czekoladowe kuleczki Nesquik z ciepłym mleczkiem :3 Zazwyczaj pięć razy w tygodniu, przez ostatnie 10 lat.
    Też nie wiem, czemu jeszcze nie wymiotuję na ich widok :')
    A tak naprawdę to próbowałam się przerzucić się na jakieś bardziej fit płatki, ale wprost nienawidzę ciapy, która się z nich szybko robi. Na przygotowywanie czegoś bardziej skomplikowanego jestem natomiast zbyt leniwa, więc jedynie raz na jakiś czas przyrządzę sobie jajecznicę, kanapkę czy... w sumie na tym kończą się moje pomysły.
  3. W co wierzysz?
    W Boga. W to, że wszystko kiedyś będzie dobrze. W siebie. W moje związki z wszystkimi ukochanymi mężami ♥♥♥
  4. Książka czy film? Dlaczego?
    Ogółem bardziej lubię książki, choć ostatnio zmieniłam się odrobinę z mola książkowego na serialowego maniaka. Mimo wszystko rzeczą dla mnie najoczywistszą jest to, że film nigdy nie oddaje spraw tak dokładnie jak książka.
  5. Bóg, honor, Ojczyzna, czy raczej nie? Dlaczego?
    Well... Trudne pytanie. Mogę je przeskoczyć?
    Dobra, coś z siebie wyprodukuję.
    Przedstawiony przez to hasło system wartości wydaje mi się całkiem słuszny. Nie mogę natomiast powiedzieć, że jakoś bardzo się z nim utożsamiam. Dla przykładu, nigdy nie byłam specjalną patriotką, ale też lubię swój kraj. Mamy w nim zapewne wiele nie-tak-fajnych polityczny bzdetów, które i tak ogarniam tylko powierzchownie (wos to zdecydowanie nie mój przedmiot), ale istnieją też powody do dumy, tak?
  6. Kto jest Twoim autorytetem?
    Raczej nie mam autorytetu... Istnieje jednak kilka osób, które podziwiam. <<kiedyś, gdy się za to zabierałam, miałam kilka odpowiedzi, a teraz w głowie tańczy mi tylko Eric Emmanuel Schmitt – niesamowity pisarz. Jego książki są jednocześnie przemądre, lekkie i takie... naturalne.>>
  7. Masz jakąś nieuleczalna chorobę?
    Nieuleczalny optymizm przy jednoczesnym ciągłym marudzeniu ^.^
    A tak poważnie to można by pod to podciągnąć skłonność do wpadania w anemię (mięsko ładnie jem, a to już nie moja wina, że warzywa są okropne!).
  8. Co Ci się w sobie nie podoba? Dlaczego?
    Nic. Jestem perfekt.
    Dobra... Jeśli już mam wymieniać, to:
    Nie, jednak nie, ograniczmy ten kącik zwierzeń. Mogę jedynie powiedzieć, że jestem bardzo niezdecydowana i to moje przekleństwo (wcale tego tu nie widać, co? XD)
  9. W jakich czasach oprócz dzisiejszych chciałbyś/chciałabyś żyć? Dlaczego?
    Sądzę, że mogłabym cofnąć się o jedno pokolenie – tak w czasy moich rodziców. 2 połowa XX wieku to okres, gdy technologię już mamy, ale nie pożera ona naszego wolnego czasu, i.. no, mogłoby być fajnie.
    Jeśli to jednakże mieści się w „dzisiejszych czasach”, to mogę wskazać jeszcze renesans.
  10. Jaka jest Twoja filozofia życia?
    Nigdy jakoś specjalnie się nad tym nie zastanawiam, bo ogółem mam skłonność do unikania trudnych i poważnych tematów (taka ze mnie ignorantka). Mogę jednak wskazać jakieś motta, którymi chciałabym się kierować, a jak to wychodzi... to już inna bajka.
    – „carpe diem” – stary Horacy zawsze dobry
    – „go big or go home”
    Wszystko chyba utrzymuje się w podobnym tonie, bo te głębsze cytaty jakoś wyciekły mi z głowy.
  11. Czy da się być szczęśliwym, kiedy teoretycznie wszystko się straci?
    Zacznijmy od tego, co tutaj znaczy teoretycznie... Chodzi o to, że nie można stracić wszystkiego, bo to wydaje się wprost niemożliwe czy może o to, że myślimy, iż straciliśmy wszystko, a coś jednak nam zostało? A może o to, że to tylko teoretyczne pytanie?
    Ehh, to pewnie nawet nie ma znaczenia, a ja po prostu mam dzień zawiłych myśli... Odpowiadając normalnie – sądzę, że po jakimś czasie owszem, można. Możemy w końcu odzyskać to, co straciliśmy, albo zyskać coś nowego. Jestem zdania, że po czasie wszystko się odbudowywuje – choć nie śmiem uwzględniać tu jakiś super krytycznych sytuacji, w których jeszcze się nie znalazłam.

Noo, uporałam się z tym. Pierwsza nominacja w mym skromnym życiu za mną i powiem Wam, że to była nawet dobra zabawa. Ostatnio nawet cierpiałam na jakąś blokadę twórczą, a tu tak dobrze mi się pisało, że może w końcu ruszę do przodu...
Nie nominuję nikogo.

Z ogłoszeń parafialnych.
Nowy rozdział jest na dość zaawansowanym etapie tworzenia, ale chyba nie dam rady dodać go w maju. Sama nie jestem z tego zadowolona, bo chciałam jakoś podkręcić tempo. Na początku nawet mi to wychodziło, a potem zalała mnie fala demotywacji związana z brakiem praktycznie jakiekolwiek odzewu na poprzedni rozdział (głownie chodzi tu o wattpada, bo na bloggerze dostałam komentarze od Lilki i Lux Luxurious, za co serdecznie dziękuję, kocham i tulę do mojego pocieszonego serducha ♥)... Ale tu nie truję dupy, jak coś to wezmę się za to już po dodaniu nexta.
Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze i czujecie już powiew wakacyjnej atmosfery!

Buziaki i uściski,
Dee ♥

wtorek, 3 maja 2016

11. Talk Is Cheap


Oh so, your weak rhyme
You doubt I'll bother, reading into it
I'll probably won't, left to my own devices
But that's the difference in our opinions


Nie chodziło nawet o beznadziejność tego całego pomysłu, ale o jego absurdalność. Zawsze miałam naszą nauczycielkę za racjonalną osobę – ba, ja ją podziwiałam – ale teraz zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno wszystko z nią w porządku. Było tak, jakby nacisnęła odpowiadający za empatię i zdolność oceny przycisk. W jednej chwili z człowieka, który brał pod uwagę opinię każdego, stała się kimś, kto umieszczał mnie w pokoju z Irwinem, a potem...
Musiałam z nią porozmawiać.
Dogoniłam kobietę, zanim dotarła do drzwi gabinetu. Usłyszawszy należący do mnie zdyszany oddech i pospieszne kroki, zatrzymała się i obróciła w moją stronę. Trzymała w dłoniach plik papierów, którego przeglądaniem zajmowała się, dopóki nie przerzuciła wzroku na mnie. Pierwszy raz dostrzegłam w jej spojrzeniu pewne zrezygnowanie i coś we mnie zapadło się na ten widok. Nie chciałam jej zawodzić. Naprawdę nie chciałam. Pani Maria zawsze mnie wspierała, nawet wtedy, gdy ja sama uważałam, że na to nie zasługuję. Było kilka epizodów, które barwiły ciemnymi plamami moją miłość do teatru. Robiło mi się wstyd na myśl, że nauczycielka o nich wie, choć ona sama po załatwieniu sprawy już nigdy do tego nie wracała. Kochałam ją za to, ale teraz poczułam się zdradzona. To ona wplątywała mnie w ten chory układ i dodatkowo zdawała się mieć jakieś zarzuty. Złość, która pojawiła się, gdy zobaczyłam moje nazwisko obok Irwina, znowu zapulsowała mi w żyłach.
Przez chwilę jednak stałam skonsternowana, nie wiedząc, co powiedzieć.
– Spodziewałam się ciebie tutaj, Amy, ale dawałam ci dwie minuty więcej – oznajmiła w końcu Johannes.
Popatrzyłam na nią zaperzona.
– Bezsensowne kalkulacje. Niby na co miałam przeznaczyć te dwie minuty? Bo na pewno nie mam się nad czym zastanawiać.
Słowa wydobyły się z moich ust wraz z oburzeniem. Nagana w oczach nauczycielki uświadomiła mi, że traciłam kontrolę, ale jakoś nieśpieszno było mi ją odzyskiwać.
– Liczyłam, że wykorzystasz je na to, co wszyscy inni. – Uniosła brew. – Chyba nie odebrałaś jeszcze swojej kartki z instrukcjami.
Odwróciłam się. W rogu sali znajdował się spory tłum. Każdy uważnie przypatrywał się trzymanym karteczkom.
– Nie odebrałam instrukcji, gdyż nie sądzę, że mogłyby mi się przydać – powiedziałam już spokojniej.
– Więc przyszłaś dyskutować o czymś, o czym nie masz pojęcia?
– Nie potrzebuję mieć o czymkolwiek jakiekolwiek pojęcie, żeby wiedzieć, że nie ma szans na to, bym bawiła się z Irwinem w związek!
Już. Powiedziałam to. Niemożliwe słowa przecisnęły się przez moje usta. Do tego jawnie oraz kategorycznie sprzeciwiłam się Johannes i żadne pełne dezaprobaty spojrzenie nie zdoła mnie skłonić do pokajania się, bo miałam świętą rację.
– Amelio, uspokój się i odbierz instrukcję. Potem porozmawiamy.
Zacisnęłam zęby, gdy kobieta dyplomatycznie się do mnie uśmiechnęła i zniknęła za drzwiami. Żadnych piorunów w oczach i wiecznego potępienia za moje nieodpowiednie zachowanie. Po prostu powiedziała wszystko spokojnym tonem, nie pozostawiając mi żadnej innej opcji oprócz posłuchania polecenia. W pewien sposób odebrała mi nawet możliwość wyładowania gniewu. Jego adresatem stała się więc biała kartka, którą już po chwila gwałtownym ruchem zgarnęłam ze stolika. Starając się nie rozedrzeć papieru na kawałeczki ani nie wypalić w nim dziur nienawistnym spojrzeniem, zabrałam się za lekturę.
Byłam pewna, że podczas czytania historii mojego świeżutkiego związku z Ashtonem – zapewne najgorszym nie-chłopakiem na świecie – Irwinem kilka razy głośno prychnęłam. Kątem oka zarejestrowałam parę ciekawskich spojrzeń, ale na szczęście nikt mnie nie zatrzymywał, gdy ruszyłam z powrotem do gabinetu. Dotarłam tam akurat w momencie, w którym z pomieszczenia wychodziły dwie roześmiane dziewczyny. Nie zadałam sobie trudu, by je rozpoznać, a jedynie prześlizgnęłam się przez otworzone drzwi. Ich śmiech zdążył jednak wyciągnąć na powierzchnię mojego umysłu kilka kotłujących się tam pytań.
Czemu ja nie miałam tyle szczęścia i nie zostałam dobrana w parę do kogoś, kogo lubiłam lub chociaż tolerowałam? Dlaczego wylądowałam w parze z Irwinem i musiałam grać jego dziewczynę?
Boże, to brzmiało tak śmiesznie.
Kartka pozostawiona przez Johannes nie odpowiedziała na żadne z pytań. Dowiedziałam się jedynie, że mamy być parą zakochańców na początkowym etapie związku. Nawet ten szczegół zdawał się ze mnie drwić – jeśli już polecono mi udawać parę z Irwinem, czego nie miałam zamiaru robić, z pewnością nie wybrałabym najpiękniejszej części bycia razem. Wizja nas kłócących się i zmierzających prostym kursem do rozstania była o niebo lepsza i pod pewnymi względami nie tak różna od rzeczywistości. Moglibyśmy nawet uniknąć wszystkich czułości zarezerwowanych dla par – co oczywiście byłoby bez sensu, bo co to za sztuka bez namiętnego romansu w tle. Zasady znajdujące się na karteczce i tak pokazywały, że Johannes wytyczyła ścisłe granice tego, co możemy robić w ramach Wielkiej Gry. I tak na przykład, pocałunek, który na scenie był czymś normalnym i nie sprawiającym nikomu problemu, tutaj został zakazany.
Zresztą, przecież mnie nie obchodziły żadne reguły, bo nie miałam zamiaru w tym uczestniczyć. Pora to tylko wyjaśnić z kierownictwem.
Gabinet okazał się być niewielkim pomieszczeniem utrzymanym w stonowanych kolorach. Żółte ściany kontrastowały z brązowymi meblami i kawowymi obiciami pary krzeseł stojących przed biurkiem, za którym zasiadała Johannes. Zaniepokoiło mnie to ułożenie. Dwa miejsca przeznaczone jakby dla każdej pary mrugały do mnie i mówiły, że do wesołego towarzystwa dołączy jeszcze Irwin, a niespecjalnie chciałam, by był tu podczas mojej rozprawy o niechęci do jego osoby.
Myśląc o tym, wolnym krokiem ruszyłam w kierunku nauczycielki i usiadłam na krześle. Starałam się wyglądać na opanowaną, bo do pani Marii najbardziej przemawiały argumenty wygłaszane właśnie przez taką osobę. Zaplotłam dłonie na kolanach i podniosłam wzrok na nauczycielkę.
– Amy. – Kiwnęła głową w ramach przywitania. – Przepraszam, powinnam ci od razu powiedzieć, żebyś przyprowadziła ze sobą także pana Irwina.
Jak się spodziewałam, przybyłam na konsultację dla par.
– Sądzę, że nie ma potrzeby, by on tu był.
– Sprawa dotyczy waszej dwójki.
Nie dając mi szansy na zaoponowanie, kobieta podniosła się z miejsca i podeszła do drzwi. Usłyszałam, jak poleca komuś sprowadzić tu Irwina. Gdy tylko z powrotem odwróciła się do mnie przodem, otworzyłam usta.
– Chciałabym prosić o zmianę pary.
Johannes uważnie zlustrowała mnie wzrokiem. Z pokerową twarzą wróciła na fotel.
– Nie mogę spełnić twojej prośby, Amelio.
Nie to, że spodziewałam się, iż wszystko pójdzie łatwo, ale jej stanowcza, natychmiastowa odmowa mnie zabolała.
– Dlaczego? – wyrzuciłam z wyrzutem. – Przecież to nie byłby aż taki problem. Wystarczy z kimś się zamienić. Nie nalegałam na to przy doborze domków, bo było problematyczne. Teraz nie widzę żadnych przeszkód i chcę się zamienić.
– Amy, naprawdę przepraszam, ale wasz dobór także nie jest przypadkowy. Proszę cię więc o uszanowanie mojej decyzji.
– To dlaczego pani nie szanuje mojej? – zapytałam buńczucznie.
Zaplotłam dłonie na piersiach, a Johannes westchnęła. Po chwili zdjęła z czubka nosa okulary i przejechała po nich w zastanowieniu palcem. Ten drobny gest wystarczył, bym poczuła przypływ nadziei.
– Może to i lepiej, że na razie nie ma z nami Ashtona, gdyż mogę ci coś powiedzieć. Nie powinnam tego robić, ale należy ci się prawdziwe wyjaśnienie tej sytuacji. Mam nadzieję, że nie rozgłosisz tych słów dalej. – Kobieta zatrzymała na mnie niebieskie tęczówki. Przełknęłam ślinę i kiwnęłam głową. – Nie jest żadną tajemnicą to, że jesteś bardziej uzdolniona od innych. Każdy to wie, ale nie wypada, bym mówiła o tym wprost. Nie chcę, by ktokolwiek pomyślał, że jesteś przeze mnie faworyzowana. Wszystkich traktuję sprawiedliwie i właśnie to jest przyczyną takiego doboru. Wielka Gra ma być wyzwaniem, a jedynym wyborem dla ciebie, który nie byłby nieuczciwy wobec innych, jest dobranie w parę z panem Irwinem.
Przygryzłam wargi. Czułam narastające we mnie zmieszanie. Jej słowa oczywiście wywołały moją dumę. Johannes nigdy nie szczędziła w pochwałach, ale też nigdy nie powiedziała mi, że jestem najlepsza. I nawet jeśli ja sama miałam tę świadomość, to takie słowa wylatujące z jej ust sprawiły, że poczułam się o niebanalne dziesięć centymetrów wyższa. Komplementy, choćby te najbardziej budujące, nie mogły jednak zmienić mojego podejścia do sprawy.
– Przepraszam, ale dla mnie to nadal niesprawiedliwe. Przecież wie pani, jak bardzo nie lubię Irwina. Nasz wyimaginowany związek kompletnie nie ma racji bytu.
– I dokładnie o to chodzi! – Kobieta podniosła się na fotelu. – Jest to jedyne zadanie wystarczająco trudne, by ci je powierzyć. No, jeszcze jedną opcją była Caroline, ale szczerze powiedziawszy, bałabym się, co mogłybyście zmalować w ciągu tych dwóch tygodni.
Gula w moim gardle narosła. Poczułam, że naprawdę jestem w sytuacji bez wyjścia. Pani Maria teoretycznie przedstawiła mi alternatywę, a ja musiałam się zgodzić się z jej wyborem. Nawet Irwin był lepszy od Knight. Z tą dziewczyną łączyła mnie tak długa nienawiść, że nasze działania z pewnością skończyłyby się sabotażem, jeśli nie morderstwem.
Chwyciłam się ostatniej szalupy ratunkowej.
– A jak pani to sobie wyobraża? Jeśli ja zaangażuję się w tę grę, co to da? Doświadczenie Irwina zapewne skończyło się na wyrecytowaniu wierszyka w przedszkolu. I to gdy założymy, że raczył zjawić się na przedstawieniu – wygłosiłam z nieukrywaną pogardą.
Wzrok Johannes powiedział mi, że nie powinnam wyciągać tego argumentu – nie w taki sposób. Zanim jednak kobieta zdążyła zareagować, rozległo się pukanie do drzwi, na które błyskawicznie odwróciłam się do tyłu.
Klamka zaskrzypiała i na progu stanął Ashton. Nic nie mówiącym spojrzeniem przejechał po mojej twarzy, której z całej siły rozkazałam się nie rumienić. Prawdopodobieństwo na to, że usłyszał moje ostatnie słowa, było dość duże. Chłopak nie dał po sobie jednak nic poznać i natychmiast skupił się na nauczycielce.
– Podobno chciała mnie pani widzieć?
– Tak, usiądź – powiedziała Johannes i z uśmiechem wskazała mu wolne krzesło.
Po sekundzie blondyn zajął miejsce obok. Nerwowo zacisnęłam palce, czując, że sytuacja właśnie zaczyna całkowicie wypadać poza moją kontrolę.
– Zapewne domyślasz się, po co tu jesteśmy?
– Wbrew mniemaniu niektórych osób tutaj, aż tak głupi nie jestem.
Gwałtownie wciągnęłam powietrze.
Johannes spojrzała na nas z uwagą.
Postanowiłam nie pogrążać się jeszcze bardziej i dzielnie utrzymałam wzrok na obrazie wiszącym naprzeciwko.
– W takim razie chciałabym się dowiedzieć, co sądzisz o tej sytuacji – odparła nauczycielka.
– Urządza sobie pani niezłe widowisko – skonstatował chłopak, wygodniej się opierając.
Czyżby mi się wydawało, czy na twarzy Johannes zauważyłam cień uśmiechu?
– Można by tak powiedzieć – przytaknęła. – Zależy mi jednak na twoim ustosunkowaniu się do odgrywanej roli.
– Dostałem zadanie jak każdy. – Wzruszył ramionami. – Postaram się je wykonać najlepiej, jak umiem.
Nic, naprawdę nic nie mogłam poradzić na to, że obróciłam się do Irwina i wybałuszyłam oczy.
Mogłam się spodziewać wszystkiego, ale taka odpowiedź nie przyszła mi do głowy. Postara się? Najlepiej jak umie? Czy moje oczy mnie myliły, czy przede mną nie siedział przypadkiem najbardziej ignorancki dupek na świecie?
– Że co proszę? – wymsknęło mi się.
Ashton przelotnie na mnie spojrzał. Zauważyłam, że od wejścia do pokoju praktycznie na mnie nie patrzył. Znacznie różniło się to od zwyczajowych pojedynków na spojrzenia czy pełnego zuchwałości wzroku. Chcąc sprawdzić, o co chodzi, przekręciłam się na bok tak, by siedzieć przodem zarówno do niego, jak i Johannes.
– Wszystko ci odpowiada i nie masz żadnych zastrzeżeń? – zapytałam z niedowierzaniem.
Nie wiedziałam, czy on jest naprawdę tak nieuświadomiony. Powinnam zacząć machać przed nim flagą z napisem "Wrogowie numer jeden"?
– Udawanie związku faktycznie może być dziwne, ale mam w tych kwestiach doświadczenie, nie martw się.
Przewróciłam oczami. Spojrzałam na Johannes z zamiarem uzyskania pomocy. Chyba powinna mu uświadomić, z czym wiąże się Wielka Gra. Bezustanne granie to nie jest nic łatwego, nawet gdy otrzymujemy odpowiadające nam role.
– Ashtonie, Amy ma kilka wątpliwości co do waszej współpracy. Miło by było, gdybyśmy postarali się je rozwiać.
– Sądzę, że jedynym rozwiązaniem, które zadowoliłoby Amelię, jest zerwanie tej współpracy – zauważył chłopak z przekąsem. – Pomimo to chcę powiedzieć, że ja nie mam z niczym problemu. Oczywiście nie rozumiem, czemu nie możemy spędzić tych tygodni, po prostu się relaksując czy odpoczywając na plaży. Zawarłem jednak z panią umowę i jestem zmuszony jej dotrzymywać.
Motywy Irwina stały się jasne – był zmuszony zachowywać się odpowiednio. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało, akurat teraz nie było mi to na rękę. Gdyby on też sprzeciwił się dobraniu nas w parę, mielibyśmy większe szanse na przekonanie Johannes do ponownego rozstawienia ról. Teraz pozostawałam na polu bitwy sama.
– Cieszę się z twojego podejścia – odparła nauczycielka. – Amy, może jednak jeszcze raz przemyślisz sprawę?
– Nie zmienię swojego stanowiska – burknęłam.
Usłyszałam prychnięcie z lewej strony. Rozdrażniona spiorunowałam Irwina wzrokiem. Wiedziałam, że brzmię żałośnie i nie potrzebowałam jego potwierdzenia. Nie zamierzałam jednak iść na ugody tylko dlatego, że chłopak postanowił teraz zaprezentować swoją porządną stronę. Było oczywiste, że jego zaangażowanie wyparuje gdzieś po pierwszym dniu, który i tak byłby zbyt traumatycznym doświadczeniem dla mojej psychiki.
– Amy – westchnęła Johannes. – Wiem, że to trudne, ale wierzę, że profesjonalizm, którego już nieraz dowiodłaś, pozwoli ci odsunąć na bok wszystkie dzielące was urazy.
– Tu nie chodzi o moje osobiste obiekcje! Niech pani połączy jego zerowe zdolności aktorskie z brakiem zaangażowania i jeszcze raz przemyśli tę decyzję.
Poczułam, że znów tracę kontrolę, ale miałam dość ciągłych prób dowiedzenia, że cała ta sytuacja jest w porządku. Postanowiłam uciec się więc do tych racjonalniejszych argumentów.
– Hej, w czwartej klasie grałem starego Hamleta w szkolnym przedstawieniu – rzucił Irwin na swoją obronę.
Spojrzałam na niego ze zirytowaniem.
– On był duchem.
– I jedną z kluczowych postaci w sztuce. – Uniósł się na łokciach.
– Ile kwestii wygłosiłeś? – zripostowałam. – Czy twoja rola wyszła w ogóle poza jeden akt?
– Ktoś tu działa wedle zasady „Więcej treści, a mniej sztuki" – mruknął kpiąco pod nosem, ale tak, że było to dobrze słyszalne dla wszystkich.
Zacisnęłam pięści na oparciu fotela
– Widzi pani? Z nim się nie da współpracować – oznajmiłam jękliwie i odwróciłam się do nauczycielki.
Na twarzy Johannes widniał delikatny uśmiech. Zdawała się obserwować nas z dozą rozbawienia i pobłażania, co, oczywiście, jeszcze bardziej mnie zirytowało. To był prawdziwy problem i liczyłam na poważniejsze potraktowanie. Poza tym właśnie udowadniałam prawdziwość moich argumentów!
– A ja sądzę, że z tej współpracy może wyniknąć coś ciekawego. Na pewno wiele się nauczycie – odparła nauczycielka. – Oczywiście nie mogę cię, Amy, zmusić do wzięcia w tym udziału, ale liczę, że jednak się zdecydujesz. Pamiętaj, że role w przedstawieniu będą rozdawane na podstawie końcowego rankingu.
Zrozumiałam, że właśnie zakończyliśmy temat i powinniśmy opuścić gabinet. Wychodziłam stamtąd w przekonaniu, że cała rozmowa poszła na nic. Rozwiązanie sprawy co prawda leżało w moich rękach, ale czułam się okrojona z możliwości wyboru. Nie było opcji, bym zgodziła się na udawanie związku z tym dupkiem, ale alternatywą było wykluczenie z życia grupy teatralnej na niemalże cały obóz.
Mój wymarzony obóz.
Nie zdążyłam oddalić się na kilka kroków od pomieszczenia, gdy zatrzymał mnie głos Irwina.
– Naprawdę nie masz zamiaru wziąć w tym udziału?
– Najmniejszego – oznajmiłam, idąc naprzód, gdziekolwiek, byle daleko stąd.
– A ja myślałem, że dla Amelii Hood nie istnieje coś takiego jak przeszkoda w jej karierze aktorskiej.
O co mu do cholery chodziło? Rozwścieczona zrobiłam zwrot w tył.
– Może zajmiemy się przeanalizowaniem twojej postawy? – warknęłam. – Powiesz mi, w co pogrywasz? Nagle postanowiłeś stać się przykładnym uczestnikiem obozu? Nie powinieneś przypadkiem podzielać mojego negatywnego nastawienia?
Zorientowałam się, że dzieli nas jedynie krok. Z własnej woli skończyłam w niekorzystnej pozycji, w której chłopak mógł do woli patrzeć na mnie z góry z tym uśmieszkiem wyższości na ustach. Moja szybko unosząca się klatka piersiowa kontrastowała z jego spokojem i rękami włożonymi do kieszeni. Utrzymał wzrok na mojej twarzy i przez sekundę milczał.
– Po prostu nie mam zamiaru zachowywać się jak rozkapryszony dzieciak – oznajmił w końcu.
Jego orzechowe tęczówki miały dobry widok na moje rozszerzające się źrenice.
Świetnie.
Świetnie.
Obróciłam się na pięcie i szybkim krokiem wyszłam z budynku. Nie odczułam nawet fali upału, bo miałam wrażenie, że moje ciało płonie i bez tego. Z wściekłości i zażenowania.
Zobaczyłam naprzeciwko siebie grupkę ludzi, więc automatycznie skręciłam w bok. Zniknąwszy spoza pola widzenia, oparłam się o ścianę i przeczesałam włosy palcami. Potrzebowałam chwili na uspokojenie.
Dobra, bywałam strasznym dzieciakiem, do tego upartym i głuchym na argumenty innych. Nieraz mi się za to obrywało. Chyba dlatego teraz, słysząc słowa Irwina, doświadczyłam deja vu wszystkich momentów z dzieciństwa, w których okazywało się, że Amy nie zawsze ma rację. Z każdym z nich wiązało się uczucie zażenowania, a że to Ashton uderzył w tę piętę achillesową mojego charakteru... Przypuszczalnie właśnie ustanowiliśmy kolejny moment, którego będę nienawidziła do końca życia.
Tylko, że teraz miałam rację, prawda? Moje trwanie w podjętej decyzji było uzasadnione i racjonalne.
Zebrałam myśli i postanowiłam wyjść z mojej tymczasowej kryjówki. Szybko natchnęłam się na grupę, w której widziałam i Andy'ego, i Katlyn, więc ruszyłam w ich stronę. Siedzieli na kocach w cieniu drzew i z zapałem o czymś rozmawiali. Zbliżywszy się, przywdziałam na twarz niewielki uśmiech. Miałam przed sobą jeszcze kilka godzin tego wspaniałego dnia i nie mogłam spędzić go, emanując moim załamaniem na prawo i lewo.
Okazało się jednak, że istnieje kilka osób podzielających moje podejście do otrzymanego doboru. Gdy usłyszałam, z kim w parze jest Kate, miałam ochotę pobiec z powrotem do Johannes i urządzić jej kolejną awanturę, ale dziewczyna zatrzymała mnie, mówiąc, że da sobie radę. Tak, jasne. Dwa tygodnie z Caroline Knight jako przyjaciółką to nie jest coś, z czym można dać sobie radę. Ostatecznie zdecydowałam pozornie się nie angażować, a jedynie stać w gotowości do wydrapania oczu blondynce.
Były też osoby, głównie płci żeńskiej, które entuzjastycznie wyrażały chęć znalezienia się na moim miejscu. Jednak gdy tylko proponowałam im zamianę, wykorzystując przy tym wszelkie dostępne mi pokłady charyzmy, grono to natychmiast się wykruszało. Powodem tego był zapewne fakt, że Johannes kategorycznie odmówiła jakichkolwiek podmian, ale i tak moje serce zaczynało płonąć nienawiścią za budzenie we mnie bezzasadnych nadziei.
Mimo że starałam się nie przelewać złego humoru na innych, to i tak byłam przekonana, że sieję jedynie przygnębienie. Dlatego też od razu po kolacji skierowałam się do domku, rezygnując z wszelkich towarzyskich rozrywek. Miałam zamiar zaszyć się pod kołdrą z laptopem i spędzić wieczór na oglądaniu seriali lub żądanej przez Emily rozmowie przez skype'a.
Podczas skradania się do własnych drzwi czułam się jak bohaterka słabych komedii. Dzisiaj wyjątkowo nie chciałam natknąć się na Irwina i o dziwo moje modlitwy zostały wysłuchane. W spokoju wzięłam prysznic, po czym z ulgą opadłam na łóżko. Przez chwilę leżałam, uspokajając myśli, po czym wyciągnęłam jeszcze nie używanego na obozie laptopa z bagażu. Podczas gdy system się włączał, ja smsem zakomenderowałam Black moją rychłą obecność na portalach społecznościowych. Napisałam też do Lory, ale znając ją, pewnie właśnie zaczynała szaleć na jakiejś imprezie. A szkoda, bo naprawdę przydałoby mi się wsparcie ich obu. Już nawet samo nasze wspólne zdjęcie widniejące na tapecie zdołało wywołać na mojej twarzy niewielki uśmiech.
Rozpoczęłam żmudny proces podpinania się do wifi, które było zagwarantowane w obrębie naszych domków. Błogosławmy technologię.
Roześmiałam się na nazwę sieci: „Słoneczny internet". Tandetne jak cholera, ale teraz byłam wdzięczna za wszystko, co mogło poprawić mi humor.
Jak to zwykle bywa, w tej chwili wszystko się zepsuło.
Nie miałam zasięgu. Cholerny ośrodek nie dał rady zapewnić wifi w jednym pieprzonym domku. Był to rzecz jasna mój domek, bo jaki by inny. A może to w ogóle był tylko chwyt reklamowy? „Hej, mamy zasięg w każdym z pokoi, weźcie ze sobą swoje ciężkie laptopy, a potem nie dajcie rady nic na nich robić".
Niedelikatnie odłożyłam komputer na stolik obok, założyłam słuchawki i zakopałam się kołdrze.
Świat najwidoczniej kazał mi się wyspać.

~..~..~

Zmarszczyłam nos i obróciłam się na prawy bok. Rytmiczne stukanie kazało mi podnieść powieki, ale mój organizm wiedział, że to jeszcze nie pora na pobudkę i wytrwale bronił się przed przywróceniem mi przytomności. Wtuliłam twarz w kołdrę z nadzieją, że ktokolwiek właśnie dobija się do mojego pokoju, szybko z tego zrezygnuje. Pukanie jednak nie ustało i już, już miałam uchylić jedno oko, gdy usłyszałam skrzypienie drzwi. Automatycznie ściszyłam własny oddech i pozostałam w bezruchu.
Wszystko dochodziło do mnie jeszcze przez grubą ścianę snu, więc nie od razu usłyszałam ciche mamrotanie.
– Amy? – Moje imię wypowiedziane niepewnym tonem zdołało przywrócić mi pełnię świadomości. – Cholera, jak tu ciemno.
Moje serce zakołatało, gdy rozpoznałam głos Irwina. Brzmiał... inaczej. Podobnie do Aarona po wypiciu kilku piw. Nie pijany, ale wyraźnie rozluźniony.
Świetnie, nie marzyłam o niczym innym jak nietrzeźwym Ashtonie Irwinie w moim pokoju w środku nocy.
Nie wiedziałam, co się dzieje, ale z jakiegoś powodu nie zareagowałam. Nagle zaczęło mi zależeć, by nie zdradzić tego, że już nie śpię.
Pokręcony mechanizm obronny ludzi.
– Jesteś tu. – Szept rozbrzmiał tuż nade mną.– Nie chciałem powtórki z wczoraj, więc stwierdziłem, że sprawdzę... Czy ty śpisz w słuchawkach?
Pomyślałam, że normalnie nie rozumiem toku myślenia Irwina, ale teraz przechodził samego siebie.
– Jak byłem mały, mama powtarzała mi, że to najprostszy sposób na uduszenie się. Nigdy jej nie wierzyłem – powiedział, a ja, choć nadal miałam zamknięte oczy, mogłam wyczuć uśmiech na jego twarzy. – To wygląda jednak co najmniej podejrzanie.
Zamarłam, gdy jego palec delikatnie musnął mój policzek, by po chwili wyjąć mi z uszu słuchawki. Nabrałam przekonania, że bicie mojego serca słychać w całym pokoju. A może chodziło o pulsowanie krwi w uszach. Nie miałam pojęcia.
Czułam, że moja przykrywka jest spalona, bo na kilka sekund zapomniałam o oddychaniu. Chłopak jednak po pewnym czasie oddalił się i bez słowa wyszedł z pomieszczenia.
Otworzyłam oczy i utkwiłam spojrzenie w ciemnym suficie.
Co tu się właśnie stało?

~..~..~


TIME TO START FUN, STOKROTKI